PPB(K): Współpraca z wydawnictwami

Prędzej czy później w życiu każdego blogera książkowego przychodzi moment współpracy z wydawnictwem (albo chociaż jej propozycji). A co jeśli nie chcemy czekać na to, aż jakieś wydawnictwo się do nas odezwie?

PPBK

Jestem dumna z każdej współpracy recenzenckiej, którą udało mi się nawiązać – niezależnie od tego, czy mam zaszczyt współpracować z olbrzymim wydawnictwem czy małą oficyną, z portalem literackim czy księgarnią. Cenię sobie każdą ofertę wysuniętą w moją stronę, bo daje mi ona niewątpliwą okazję do rozwijania siebie, swojej wiedzy, a także tego bloga.

Współpracuję mniej lub bardziej regularnie z wieloma wydawnictwami, księgarniami, portalami literackimi. I bez ogródek przyznaję, że nie czekałam z założonymi rękami, aż same się do mnie odezwały – choć przyznaję, że kiedy część napisała pierwsza to poczułam się doceniona. Bycie blogerem wymaga niejednokrotnie zawalczenia o to, co chcemy osiągnąć. Ważne tylko, żeby zrobić to mądrze.

Kto może współpracować z wydawnictwem?

Cóż, na pewno nie każdy. I nie chodzi mi o to, że taka współpraca jest zarezerwowana tylko dla blogerów książkowych, bo zdecydowanie tak nie jest. Jednak według mnie zanim zdecydujemy się napisać do jakiegokolwiek wydawnictwa powinniśmy:

  • pokazać, co potrafimy – gwarantuję Wam, że wydawnictwa dostają dziesiątki maili od osób, które blogują od kilku dni, ale już chcą dostać darmowe książki. A przecież nie o to chodzi, dlatego jeśli blogujesz od niedawna to wytrzymaj jeszcze trochę, napisz kilkanaście naprawdę dobrych recenzji, pokaż, że naprawdę dobrze piszesz
  • sprawdzić, czy to na pewno dla nas – nie każdemu blogowanie o książkach będzie sprawiało radość, choć wydaje się, że to takie proste i przyjemne zajęcie. Zanim zdecydujecie się wziąć na siebie odpowiedzialność, musicie być pewni, że nie znudzi się Wam zanim napiszecie recenzję.
  • daj się poznać – nie musisz w mailu do wydawnictwa opisywać całego swojego życia, ale napisz od kiedy blogujesz, jakie książki najchętniej czytasz, załącz linki do przykładowych recenzji i zastanów się dlaczego chcesz współpracować właśnie z nimi. Jeden mail do 40 wydawnictw w tym samym momencie? Kiepski pomysł.

Współpraca z wydawnictwami to nie przywilej

Nie ma się co oszukiwać – patrząc na setki blogów książkowych w polskiej blogosferze nie ma się co łudzić, że jest się w elitarnym gronie. I im szybciej to sobie uświadomimy tym lepiej, podobnie jak fakt, że współpraca z wydawnictwami to nie przywilej, a odpowiedzialność i obowiązek.

Oczywiście, nie wiąże nas żadna umowa, ale na szali kładziemy swoją wiarygodność i reputację, nie tylko jako anonimowego blogera ukrywającego się pod nickiem. Dlatego tak ważne jest, żeby sobie uświadomić, że współpraca choć oczywiście ma mnóstwo niezaprzeczalnych zalet będzie od nas wymagać po prostu sporego nakładu pracy i zaangażowania. Jeśli jednak jesteście skłonni podjąć taki wysiłek to…

Nie zrażaj się niepowodzeniami!

Nie zdarza się nigdy (albo prawie nigdy), żeby współpracę udało się nawiązać za jednym razem. Często nie dostaniemy nawet odpowiedzi na wysłanego e-maila, ale nie wolno się tym zrażać. Nawet jeśli na kilkadziesiąt maili nie będzie odpowiedzi, to trzeba pokornie schylić głowę i po prostu zastanowić się, co można w swoim blogowaniu ulepszyć, zrobić to i za jakiś czas spróbować ponownie!

A kiedy już przyjdzie ten upragniony mail, a potem paczka z książką – wtedy po prostu nie myślcie, że złapaliście Pana Boga za nogi. Ale to już opowieść na całkiem inny wpis…

  • Bardzo ciekawy artykuł. Wielu ludzi uważa, że taka współpraca to wyłącznie przyjemność i darmowe książki, ale ciężko im zrozumieć, że to także obowiązek, dotrzymywanie terminów. Widzę czasami osoby, które mają na swoim koncie mnóstwo współprac, a do recenzji się nie przykładają, sztucznie chwalą — albo w ogóle się nie wyrabiają z niczym i nie mają własnego życia. Współprace współpracami, ale czasami takie osoby czytają książki, które w ogóle nie są dla nich interesujące i to chyba jest najbardziej smutne. Powinniśmy czytać to, co lubimy, a nie to, co nam każą. Komentuję tylko to, co widzę. Współpracy z wydawnictwem nie podjęłam, nie żebrzę u nikogo o darmowe książki. Jestem zdania, że na każdego przyjdzie czas i dopiero wtedy będziemy mogli się zastanowić, czy chcemy współpracować z kimś, czy też nie. Ja na razie wolę zająć się blogiem, jego promowaniem, dopracowywać każdy szczególik i cieszyć się blogowaniem i kontaktem z innymi ludźmi 🙂

    • Mam nadzieję, że kiedy już zdecydujesz się podjąć współpracę to trafisz na książki które będą Ci odpowiadać.

  • Święta prawda. Ja w tym roku już jedną współpracę zakończyłam kolejne też planuje. Jakoś przestało mnie to kręcić tak bardzo jak kiedyś. Może postaram się o jakąś jedną nową, ale to za jakiś czas.

    • Ja na razie kończyć nie planuję, ale na pewno je ograniczam – muszę wygrzebać się trochę z własnych książek, a z kolejnymi perełkami od wydawnictw to jest bardzo trudne.

      • Ja niektóre kończę właśnie dlatego, że tych perełek brak. Czemu już nie recenzujesz dla Universitas ?

  • Fajny ten wpis, ale czuć w nim pewną gorycz 🙂 Bardzo się cieszę, że podkreśliłaś wartość współprac, to tak naprawdę ogromny obowiązek a czasem nawet obciążenie. Zwłaszcza gdy na półce czeka za wiele powieści a człowiekowi coś się sypnie w życiu i czas na czytanie się kończy. To jednak opowieść na osobny post 🙂

    • Nie wiem, czy to gorycz – może po prostu w pewnym momencie inaczej się patrzy na blogosferę 😉

      • Ja tam czuję gorycz, zwłaszcza ostatnio 🙂

        • A to czemu?

          • Chyba mi się za bardzo wszystko w życiu nawarstwiło i czytanie jest na samym końcu, a ja czuję coraz większą presję, bo przecież terminy gonią. Mam kryzys 🙂 ale walczę 🙂

          • agnieszka opolska

            Czasami nie ma co się bić, odpuszczaj to co nie jest najważniejsze:)

          • Agnieszko, czasem po prostu trudno określić, co jest najwazniejsze wśród tych mniej ważnych rzeczy 🙂

  • Katarzyna Nowak

    Prawdę mówiąc ja się zawiodłam na współpracy recenzenckiej… Jedno wydawnictwo totalnie mnie olewało, a dwa pozostałe choć same przyszły z prośbą współpracy to jedno z nich nie dało mi w ogóle znać, że współpraca została zakończona, a drugie… no cóż, przestało odpowiadać na moje maile. Obecnie nie staram się o współprace recenzenckie, przestało mi na tym totalnie zależeć. Zrozumiałam, że lepiej jest czytać książki, które naprawdę chcemy czytać, a nie „wydaje nam się”, kiedy widzimy całą ofertę wydawnictwa, bo wtedy dostajemy oczopląsu, bo tyle książek do wyboru i każda na pewno jest świetna 🙂

    • Ja nie mogę powiedzieć, żebym się kiedykolwiek zawiodła na współpracy recenzenckiej – mam szczęście trafiać na cudownych ludzi, którzy na pewno zmienili moje postrzeganie literatury i otworzyli dla mnie wiele możliwości.

      • Katarzyna Nowak

        W takim razie gratuluję nawiązania dobrych współprac 🙂

  • Prowadzę bloga już ponad rok i teraz zdecydowałam się na moją pierwszą współpracę – jestem trochę przerażona. Na pewno mam zamiar poprzestać na tej jednej i zobaczyć jak mi pójdzie, bo już widzę, że wydawnictwo proponuje mi książki z góry, chociaż przynajmniej wzięli pod uwagę to co lubię najbardziej. W każdym razie uważam, że to dobry marketing dla wydawnictw – oni dają nam egzemplarz, a dostają recenzję, która dotrze do sporej grupki osób.

  • Bardzo dobry tekst – współpraca to obowiązek. Zwłaszcza, że konkurencja jest spora (lista blogerów dla jednego z wydawnictw to 500 osób). Sam jeszcze nie pytałem o współpracę – w jednym przypadku był to efekt umieszczania recenzji z bloga na innym portalu, w drugim odpowiedziałem na ogłoszenie na FB. Jak na razie jestem zadowolony z tych układów.

  • Zawsze cieszą mnie pojawiające się w skrzynce mailowej propozycje współpracy recenzenckiej, jednak bardzo często jestem zmuszona odmówić ze względu na nadmiar obowiązków, czy też inne podjęte już wcześniej zobowiązania 🙂 Każdy z nas jest tylko człowiekiem – mamy swoje prywatne życie, mniejsze lub większe problemy i nieoczekiwane sytuacje, które potrafią wytrącić z równowagi 🙂 Współpraca z wydawcami to świetna rzecz, ale życie prywatne wygra zawsze, niezależnie od tego jak interesująca jest dana pozycja 🙂

  • Szczerze mówiąc nie jestem zainteresowana współpracą z wydawnictwami. Czasami ktoś do mnie pisze z propozycją, kilka razy się skusiłam, bo proponowana książka mnie interesowała, z reguły jednak odmawiam. Nie lubię się tak wiązać. Inna sprawa jest z autorami, zwłaszcza tymi mniej znanymi. Chociaż nigdy nie mam pewności, że ich książka mi się spodoba, ryzykuję, bo lubię poznawać nowych autorów. Na szczęście na razie dobrze trafiałam:)

  • Im dłużej jestem w blogosferze, tym bardziej zaczynam dostrzegać, że współpraca to nie zawsze same plusy. Ma to też swoje minusy. Jeden z nich to nagły zalew blogów recenzjami tej samej książki w niedługim czasie. Tego się nie uniknie, bo na tym właśnie polega promocja, ale takie mam wrażenie, że im dalej w tym czasie promocji, tym coraz mniejsza szansa, że ktoś przeczyta akurat twoją recenzję, skoro wcześniej tylu blogerów pisało o danej książce.
    Dostrzegam też takie zjawisko, że niektórzy chwytają wszystko, jak leci, a potem mają niezłe zaległości, które z każdym kolejnym miesiącem nawarstwiają się coraz bardziej. Potem różnie z tym może być – albo można stracić wiarygodność u wydawnictwa, skoro terminów się nie dotrzyma, albo stracić do recenzowania zamiłowanie, kiedy wszystko zacznie człowieka przytłaczać, albo można pójść w zachowania niegodne, jak kradzieże recenzji. Trzeba brać siły na zamiary i hamować entuzjazm, który może podpowiadać, by korzystać, póki można i póki dają.
    Ja mam za sobą kilka współprac jednorazowych, gdzie to ktoś do mnie napisał z propozycją zrecenzowania. To miłe, kiedy to ktoś wychodzi z inicjatywą i docenia wysiłek włożony w bloga. Jedną współpracę mam stałą, ale do recenzji biorę książki tylko takie, które mnie naprawdę interesują. Zastanawiam się nad napisaniem do innych wydawnictw, ale zanim to robię, przeglądam dokładnie ofertę. Nie chcę, żeby coś mnie przytłoczyło, dlatego jestem ostrożna i nie piszę do całej masy wydawnictw naraz, ale raz na jakiś czas do dwóch, trzech maksymalnie.

  • Bardzo chciałabym nawiązać współpracę z wydawnictwem ( marzy mi się OnePress) ale póki co – musze skminić kilka dobrych recenzji 🙂

    • Kwestia czasu 🙂 mam nadzieję że się uda 🙂

  • Fajny i przydatny wpis, szczególnie dla tych początkujących. Do tej pory pamiętam ekscytację moim pierwszym egzemplarzem recenzenckim i tym, że w ogóle ktoś zechciał do mnie napisać w sprawie współpracy. Ale potem przyszła jednak swego rodzaju odpowiedzialność i sama zauważyłam, że współpraca to nie tylko sukcesy i „darmowe” książki. Dla mnie to nie darmowy prezent, ale swego rodzaju zobowiązanie do napisania czegoś dobrego, a nie na „odwal się”, nawet, gdy nie mamy na to czasu…

    Pozdrawiam

    Caroline Livre

    • Jak każda forma pracy, to ma swoje cienie i blaski. Ważne, by umieć zachować odpowiedni umiar 😉