Najlepsza wersja siebie

Poczytuję sobie powoli „Ch***wą Panią Domu” (na raz nie mam czasu, bo sesja ofc). Część poglądów podoba mi się bardziej, część mniej – o tym dowiecie się za jakiś czas z recenzji. Natomiast jedno zdanie kopnęło mnie bardzo mocno…

„Zawsze znajdzie się ktoś, od kogo będziesz gorsza, biedniejsza, brzydsza, głupsza, mniej zaradna. Jedyne co możesz zrobić, to być najlepszą wersją siebie.”

Ile z nas tak naprawdę o tym pamięta?
Czy nie jest tak, że ciągle gonimy za jakimś ideałem, który tak naprawdę w ogóle nie istnieje, tylko sami uroiliśmy je sobie w naszej głowie?

Chcemy być fit, sexy, mieć perfekcyjnie zrobiony makijaż, fajne ciuchy, najlepiej w komplecie również satysfakcjonującą pracę, przystojnego partnera lub partnerkę, inteligentne dzieci i idealny, wyczyszczony dom. I w pogoni za tym często dosłownie padamy na pysk, zamiast zwyczajnie odpuścić i wiedzieć, że wcale nie gwarantuje to nam szczęścia.

A może lepiej sprzątać raz w tygodniu, mieć kilka par wygodnych dżinsów i trochę mniej idealną sylwetkę, ale za to móc z czystym sercem powiedzieć, że jest się szczęśliwym. I że się lubimy.

Czy potrafimy być najlepszą wersją siebie?

  • Wydaje mi się, że ludzie często nawet nie próbują być najlepszą wersją siebie, teraz każdy chce być kimś za wszelką cenę trochę nawet gubiąc przy tym siebie,

    • Ja dopiero się tego uczę, żeby zawsze stawiać siebie na pierwszym miejscu i podejmować decyzje w zgodzie z sobą 😉 I żeby się nie porównywać niepotrzebnie.