Magia noworocznej daty…

Pierwszy stycznia… Data, która od dawna niesie w sobie przekonanie o swojej wyjątkowości. Tradycyjnie jest to czas początku realizacji noworocznych postanowień. I choć dotychczas niespecjalnie w nią wierzyłam, to mam nadzieję, że w tym roku jednak odpowiednio na mnie podziała.

Ubiegły, właśnie zakończony rok, był dla mnie słodko-gorzki. Z jednej strony cudowne momenty podczas prawie rocznego stażu, oświadczyny i sporo podróży, których totalnie się nie spodziewałam. Z drugiej – pożegnanie na zawsze kilku ważnych osób, kilka poważnych chorób w rodzinie. I poważna blogowa niemoc, w przezwyciężeniu której mam nadzieję pomoże mi Nowy Rok. 

Czy mi się uda? Nie wiem. Wiem, że z wielkim zapałem opłaciłam domenę na kolejny rok, żeby mieć pewność, że strona będzie aktywna, a brak mojej aktywności będzie… wyrzutem sumienia.

Kiedy Wy dzisiaj czytacie ten post, ja odpoczywam nie tylko po sylwestrowej zabawie, ale i po tytanicznej pracy wykonanej od świąt w efekcie której mam dla Was przygotowane posty na cały nadchodzący miesiąc. I co najważniejsze, mam garść postanowień, których postaram się trzymać.

5 noworocznych, blogowych postanowień

  1. Publikować minimum 10 postów miesięcznie. Świadomie piszę o postach a nie recenzjach, bowiem już od dawna noszę się z tym, żeby mocno zmienić proporcje wpisów na blogu. Większość stanowić będą wpisy o zabarwieniu kulturalno-lifestylowym, ale recenzji oczywiście nie zabraknie, chociażby dlatego, że mam ich całkiem sporo w zapasie, a materiału na nowe też nie brakuje.
  2. Czytać minimum 8 książek miesięcznie. To, że nie będę publikować tak wielu recenzji nie oznacza, że ograniczę czytanie. Mam w planach minimum dwie książki tygodniowo, a uwierzcie, że będzie z czego brać zapasy, bowiem zaległości mam co nie miara. O każdej z książek postaram się napisać choć kilka słów, choć raczej w postach zbiorowych (zamiast pełnowymiarowych recenzji).
  3. Zdecydowanie ograniczyć liczbę recenzenckich współprac. Coś, co w pewnym stopniu stało się już samoistnie, ale w niezbyt świadomy sposób. I to drugie się zmieni. Choć współprace pozwoliły mi poznać nie tylko nowe książki, ale i wspaniałych ludzi, to w pewnym momencie zrobiły z blogowania obowiązek. A jednak epoka zwyczajnego luzu była lepsza ;).
  4. Powiększyć liczbę czytelników. Do pewnego momentu liczba ta rosła, potem stanęła a ostatnio – z powodu moich zaniedbań – spadła. Cel jest więc prosty: wrócić na falę wznoszącą.
  5. Popracować nad regularnością, spójnością i wywiązywaniem się z zadań. Postanowienie, które właściwie łączy w sobie wszystkie powyższe, ale ma też szerszy zakres. Grafika, cykle blogowe – to wszystko wymaga pracy. I już się na nią cieszę!

Noworoczne postanowienia… Któż z nas ich nie robi? Sęk w tym, żeby udało się je zrealizować.

Mam nadzieję, że to, że napisałam o tych postanowieniach na blogu sprawi, że teraz zwyczajnie będzie mi głupio ich nie zrealizować ;). Przecież nie sztuka je robić – w tym wszyscy mamy doświadczenie.


Kochani! 

Korzystając z okazji (i tego, że doczytaliście cały ten post), chciałabym złożyć Wam najlepsze życzenia noworoczne. Niech będzie to bardzo udany czas, pełen sukcesów, zdrowia i wszelakiej pomyślności. Molom książkowym życzę samych pozytywnych wrażeń z lektur i funduszy na regularne książkowe zakupy ;).

Dosiego Roku!

  • O, ja też planuję dwie książki na tydzień 🙂 I popieram, nie ma jak luz.

  • Oby Ci się wszystko udało. 😉
    Sama też zaczęłam planować i zobaczymy jak mi to wyjdzie.

    Szczęścia i oby wszystko szło po Twojej myśli. 😉