[Film] #37 „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości” reż. Zack Snyder (2016)

Jako wielka fanka superbohaterów nie mogłam sobie odpuścić najnowszej produkcji DC Comics. I choć Ben Affleck nie pasuje mi do Batmana, a jego strój według mnie jest kompletną porażką, to nie mogę powiedzieć, żebym żałowała wydanych kilkunastu złotych.

batmanvsuperman

Superman przybywa do Gotham, gdzie spotyka dotychczasowego obrońcę tego miasta – Batmana. Pomiędzy nimi wybucha konflikt, który przesłania im o wiele groźniejszy problem: oto bowiem pewien szaleniec próbuje ożywić coś, co może sprowadzić zagładę na cały świat. 

Nie wiem, jak wyglądałoby nasze życie, gdyby okazało się nagle, że superbohaterowie, szczególnie ci obdarzeni nieziemskimi mocami, naprawdę żyli wśród nas. Czy wiedzielibyśmy czego od nich oczekujemy, dlaczego są nam potrzebni i jakie, jeśli w ogóle, należy postawić przed nimi granice?

Zack Snyder uczynił z takich rozważań tło swojego filmu – oto nagle okazuje się, że wobec superbohaterów nie ma jednoznacznej postawy: nie można ich tylko wielbić lub tylko chcieć zabić. W Batman v Superman mieszkańcy Gotham stają przed trudnym wyborem, a tymczasem tuż obok nich wyrasta zło.

I tutaj dochodzimy do postaci, która zdecydowanie najbardziej aktorsko spodobała mi się w całym filmie: Jesse Eisenberg (ten sam, który zagrał Zuckerberga w The Social Network) jako Lex Luthor, opętany naukowiec. Choć według mnie za dużo w nim Jokera z serii Nolana, to jednak na tle innych, dość plastikowych postaci, wypada po prostu najlepiej i właściwie już od początku pokazuje sto procent swoich możliwości. Co zaś się tyczy głównych bohaterów, to o ile odtwórca Supermana dostał moją akceptację już przy okazji Człowieka ze stali, o tyle obsadzenie Bena Afflecka w roli Batmana uważam za nietrafiony pomysł. Nie przekonał mnie w tej roli, nie trafił ze swoją mimiką, a do tego jeszcze ten kostium, który wyglądał jakby stworzony dla mecha… Wybaczcie, zwyczajnie mi się nie spodobało.

Jeśli zaś chodzi o samą akcję, to choć jest to film raczej statyczny, to jednak mnie osobiście się podobało. Nie uważam, żeby obraz ten był zlepkiem przypadkowych scen, dla mnie zamysł reżysera był jasny i spójny, choć oczywiście nie ma tu marvelowskiego rozmachu jak w Avengersach czy choćby Ant-Manie. Ale to też inne uniwersum i inna narracja przedstawiania swoich superbohaterów: w DC wszystko jest ciemniejsze, mroczniejsze.

Choć sporo w Batman v Superman sporo można by zrobić inaczej, to nie mogę Wam powiedzieć, żebyście nie oglądali. To całkiem przyjemny obraz, miłe odprężenie i początek naprawdę fajnego uniwersum, które dopiero pokazuje swoje możliwości.

[espro-slider id=3180]

  • Layla A.

    Uwielbiam filmy o takiej tematyce, superbohaterzy to jest to. Mam nadzieje ze usa mi sie obejrzec niebawem ten film bo zaciekawił mnie juz od samego poczatku
    Pozdrawiam.